wtorek, 4 października, 2022

Spokojne i mało turystyczne Chiang Saen znajdujące się na północy Tajlandii pokazałam w dwóch poprzednich postach, gdzie zwiedziłam  zabytki miasta oraz spacerowałam wzdłuż Mekongu.

Teraz wybiorę się poza miasto. Będzie to: rejs po Mekongu, jezioro Chiang Saen oraz punkt widokowy Doi Sa Ngo. Atrakcje ułożyłam od według mnie najsłabszej do najciekawszej.

Rejs po Mekongu

Rejs w sumie fajny, tylko cena jakby nie adekwatna do tego co widzieliśmy. No więc ruszamy łodzią najpierw na drugą stronę rzeki.

Rejs po Mekongu
W oddali Laos
Mekong – brzeg Laosu

Bez wizy i kontroli granicznej stajemy na ziemi Laosu. Przygotowano tam strefę wolnego handlu. Są stragany z pamiątkami, odzieżą, butami, torebkami, wódką z wężami w środku, elektroniką i tym podobnymi rzeczami. Są jeszcze bary, w tym KFC. Kupujących prawie wogóle, widać trafiliśmy na czas między wycieczkami.

Przystań po stronie Laosu
Strefa wolnego handlu w Laosie
Laos
KFC w Laosie

Ponieważ nie bardzo lubię takie miejsca, więc zabawiliśmy tam krótko. Kupiłam tylko t-shirt wnukowi.

Idziemy na przystań i płyniemy do miejsca zwanego Golden Triangle, czyli zbiegu trzech granic tj. Tajlandii, Laosu i Birmy. Już z daleka widać górującego nad okolicą wielkiego złotego buddę. To punkt widokowy na Złoty Trójkąt i jednocześnie punkt każdej wycieczki zorganizowanej.

Mekong
W oddali Złoty Trójkąt
Golden Triangle

My podpływamy kawałek dalej – przed nami granice trzech krajów.

Zbieg granic Tajlandii, Birmy i Laosu

I to byłoby tyle – wracamy do Chiang Saen.

Jezioro Chiang Saen

Tuk-tuk

Nad jezioro Chiang Saen jedziemy tuk-tukiem. To niedaleko, tylko 6 kilometrów. Kierowca zawozi nas w miejsce skąd widzę szlaban, a za nim kilka domków letniskowych. Po podejściu bliżej wyrasta przed nami pani z biletami – 50 THB/os. Ale właściwie to za co mam płacić? Za wstęp na teren tego tu „ośrodka”? Sytuacja trochę podniosła mi adrenalinę i przez moment chciałam się wycofać, ale ostatecznie zapłaciłam.

Najpierw idziemy na mini-molo. Wokół cisza i spokój, tylko w oddali ktoś wiosłuje.

Jezioro Chiang Saen
Widok na jezioro
Widok na jezioro

Kawałek dalej widzimy kładkę na wodzie. Ma około 150 metrów. Chwilę zastanawiamy się czy wejście na nią jest bezpieczne. Jej stan określiłabym na kiepski. Jezioro jest tutaj dosyć płytkie więc idziemy. Cienkie bambusowe deseczki uginają się pod nami, niektóre są połamane tak jak i poręcz. Stawiamy stopy  w miejscach gdzie deseczki podbito całymi grubymi bambusami. Jezioro częściowo porasta gęsta wodna roślinność. Wokół ładne widoki na taflę wody i wzgórza. Tylko gdzieś z oddali dochodzą do nas odgłosy rozmowy.

Wejście na kładkę
Domki letniskowe
Kładka
Widok na jezioro i kładkę
Widok na jezioro
Jezioro
Widok na jezioro
Tu już tylko po bambusach tyczkach

Wracamy do tuk-tuka. Jedziemy w inne miejsce. Droga prowadzi wzdłuż jeziora. Mijamy wędkarza i panią na skuterze poganiającą bawoły.

Wędkarz
Droga wzdłuż jeziora

Bawołów jest więcej, co kawałek spotykamy grupkę.

Bawoły nad jeziorem
Zwierzak w błocie

Zatrzymujemy się w miejscu gdzie jezioro porastają kępy trawy. To raj dla ptaków. Zresztą jezioro jest miejscem, gdzie przyjeżdżają ornitolodzy. Jesteśmy wczesnym popołudniem, to nienajlepsza pora na obserwacje, ale i tak widzę ich sporo. Co chwilę w powietrze wzbija się grupka ptaków. Tutaj jednak trzeba przyjechać z lepszym sprzętem fotograficznym, na moich zdjęciach ptaków nie widać.

Jezioro

Doi Sa Ngo

Doi Sa Ngo to punkt widokowy na wysokości 709 m, skąd roztacza się panorama między innymi na Złoty Trójkąt czyli styk trzech granic: Tajlandii, Birmy i Laosu. Zbocza góry częściowo przeznaczono na pola uprawne. Teren zamieszkuje plemię Akha pochodzące z Chin.

Wynajęty samochód z kierowcą dowozi nas do wioski, skąd do przejścia pozostaje 500 metrów.

Miejsce gdzie zostaje samochód

Dalej idziemy trochę drogą gruntową, trochę ścieżką. Na samą górę jest możliwy wjazd terenówką lub skuterem.

Droga na szczyt Doi Sa Ngo
Ścieżka

Po dotarciu na szczyt pierwsze co widzimy to charakterystyczne chaty. Nasz kierowca mówi, że to hotel. W pierwszej chwili myślałam, że żartuje ale po bliższym przyjrzeniu rzeczywiście wyglądały jak do wynajęcia.

Tu można przenocować

Turyści tutaj zaglądają, ale w trakcie naszej wizyty nikogo więcej nie było. Teren jest zadbany – wykoszona trawa, bar, wiata, toalety oraz kładka, taka jak na jeziorze Chiang Saen, lecz tutaj stanowi punkt widokowy. Kładka jest nowa, lecz ugina się podobnie jak na jeziorze – taki materiał. Powietrze nie jest zbyt przejrzyste, ale i tak dobrze widać okolicę.

Doi Sa Ngo
Widok w kierunku Laosu
Kładka
Kładka na szczycie Doi Sa Ngo
Doi Sa Ngo
Kładka
Widok z kładki
Widok z kładki
Zebrane z pola poniżej żółte drobne kwiatki

Idziemy jeszcze do baru na kawę  (35 THB). Na platformę wchodzi się boso i siada przodem w kierunku panoramy okolicy, nogi swobodnie dyndają w powietrzu. Siedzimy tak i wpatrujemy się w okolicę – my i nasz kierowca.

Wejście do kawiarni
Wnętrze kawiarenki
Kawa z widokiem

Wracając zatrzymujemy się na chwilę przy polach ryżowych.

Pola ryżowe

.

0 0 votes
Article Rating
Tags: ,

Related Article

Subscribe
Powiadom o
guest

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Dorota
3 lat temu

Kładki mojego zaufania nie budzą. A brak turystów bardzo by mi odpowiadał.

We use cookies to ensure that we give you the best experience on our website.

SENIORKA Z PLECAKIEM

SENIORKA Z PLECAKIEM

2
0
Would love your thoughts, please comment.x