Hongkong to fascynujące miejsce, gdzie nowoczesne wieżowce spotykają się z ciszą buddyjskich świątyń. Warto tu przyjechać, by poczuć energię metropolii, a jednocześnie odkryć jej zielone oblicze, podróżując bez pośpiechu legendarnymi tramwajami i promami.
Spis treści:

Do Hongkongu przylecieliśmy prosto z Filipin, gdzie spędziliśmy tydzień na wyspie Panglao. W Hongkongu zarezerwowałam hotel w pobliżu stacji metra Sheung Wan na wyspie Hongkong. To strategiczna lokalizacja – tuż obok znajduje się terminal promowy, z którego planujemy wyruszyć na jednodniową wycieczkę do Makau.
Hongkong w pigułce – co warto wiedzieć
Hongkong, podobnie jak Makau, to specjalny region administracyjny Chin. Dla nas, podróżników z Polski, najważniejszą informacją jest to, że nie potrzebujemy wizy, by cieszyć się jego urokami.
Warto wiedzieć, że miasto ma dobrze zorganizowany system komunikacji, a napisy są dwujęzyczne (chińskie i angielskie). Choć kojarzymy to miejsce głównie z lasem wieżowców, rzeczywistość potrafi zaskoczyć – na powierzchni 1104 km² zabudowa zajmuje mniej niż 25% terenu. Reszta to zielone płuca miasta: malownicze parki, wzgórza i rezerwaty przyrody.

Co zwiedzić w Hongkongu
W Hongkongu warto postawić na różnorodność: od wjazduna wzgórze The Peak, skąd rozpościera się świetna panorama na miasto, po wyciszenie w tradycyjnych, pełnych spokoju ogrodach i świątyniach. Wieczorem obowiązkowym punktem jest rejs promem Star Ferry, który pozwala poczuć portowy klimat miasta bez pośpiechu i za grosze.
Piętrowe tramwaje “Ding Ding”
W północnej części wyspy Hongkong, pośród lasu nowoczesnych wieżowców, biegnie linia tramwajowa z piętrowymi wagonami. To słynne „Ding Ding” – nazwa pochodzi od dźwięku dzwonka, którym motorniczy ostrzega pieszych. Pierwsze elektryczne tramwaje wyjechały na ulice w 1904 roku i początkowo były jednopoziomowe; charakterystyczną nadbudowę zyskały dopiero 20 lat później.
Wsiadamy do środka w pobliżu stacji metra Sheung Wan. Najlepiej od razu udać się na górny pokład – to idealny punkt obserwacyjny, z którego można podziwiać tętniące życiem centrum. Płacimy kartą Octopus, wcześniej zakupioną na lotnisku.



Odpoczynek w Victoria Park
Wysiadamy z tramwaju w pobliżu Victoria Park – to największy park na wyspie, będący prawdziwym azylem od wielkomiejskiego zgiełku. Spacerujemy alejkami wśród egzotycznej roślinności, która dla nas, Europejczyków, wciąż ma w sobie coś magicznego.
Jeśli poczujecie zmęczenie, można odpocząć na jednej z licznych ławek lub przysiąść przy stoliku w lokalnym barze. Ceny dań obiadowych i przekąsek są tu bardzo przystępne, co czyni to miejsce idealnym na niespieszny lunch.
Moja wskazówka: Jeśli będziecie tu rano, możecie spotkać grupy mieszkańców wspólnie ćwiczących Tai Chi. To niezwykle wyciszający widok, który idealnie wpisuje się w filozofię wolnego podróżowania.



The Peak – najpiękniejsza panorama miasta
Aby dostać się na słynne wzgórze, rezygnujemy z kolejki linowej The Peak Tram. Jest tak popularna i oblegana, że czas oczekiwania wynosić może nawet trzy godziny! Ale jest inne rozwiązanie.
Zamiast stać w tłumie, wybieramy autobus nr 15. Przystanek znajduje się przy terminalach promowych, mniej więcej na wysokości Central Ferry Pier No. 6 (stanowisko 3A lub 3B – nie pamiętam dokładnie). Bilet kosztuje 9,80 HKD (można płacić kartą Octopus). Autobus po drodze mija m.in. stację Admiralty, a sama trasa też jest ciekawa – kręta droga pnąca się pod górę gwarantuje chwilami piękne widoki z okna.
Dla osób ceniących maksymalny komfort alternatywą jest taksówka. Wjazd na szczyt kosztuje około 60 HKD, co przy dwóch lub trzech osobach jest rozsądną opcją.

Widoki na miasto podziwiamy z niższych, bezpłatnych tarasów widokowych. Za ten najwyżej położony (Sky Terrace 428) trzeba dodatkowo zapłacić, a do wejścia znów ustawiiła się długa kolejka. Przyznam szczerze: przy mglistej pogodzie płacenie za najwyższy poziom wydało mi się bezcelowe.
Niestety, przejrzystość powietrza nie była najlepsza. Cały czas było mglisto, a niebo pozostawało zaciągnięte chmurami. Mimo to, panorama Hongkongu nawet w takiej oprawie robiła ogromne wrażenie.



Zanim ruszymy dalej, czas na chwilę relaksu. Znajdujemy miejsce na kawę i „małe co nieco”. Po odpoczynku, z powrotem na dół wracamy również autobusem nr 15.

Moje próby jedzenia po chińsku
Zanim udamy się do kolejnej atrakcji, czas na posiłek. Skręcamy w boczną uliczkę i wchodzimy do małej, niepozornej restauracji. W środku sami miejscowi i tylko jeden wolny stolik. Nie znając menu, zamawiamy zestawy na zasadzie „chybił trafił”.
Po chwili nasze towarzystwo powiększa się o trzy młode mieszkanki Hongkongu, które dosiadają się do nas, zajmując ostatnie miejsca. Gdy nasze tace lądują na stole, zaczyna się prawdziwa zagadka. Na tacy mnóstwo potraw, z których rozpoznaję może połowę, a do tego miseczka zupy przypominającej rosół.
Do dyspozycji mamy tylko chińską łyżkę i pałeczki. Patrzę na dziewczyny: coś przekładają, mieszają, moczą w zupie… Zupę wypijam łyżką, ale reszty dań nie sposób nią złapać. Biorę więc pałeczki i z uśmiechem proszę sąsiadki o instruktaż.
Wśród wspólnych śmiechów i chichów udaje mi się odpowiednio ułożyć palce, ale na tym sukcesy się kończą. Moje pałeczki pozostają otwarte niczym paszcza krokodyla i za nic nie chcą chwycić jedzenia. Na szczęście kelnerka ratuje sytuację i przynosi nam widelce. Jedzenie okazuje się pyszne, choć jedna mała miseczka kryje coś tak piekielnie ostrego, że aż zapiera dech.

Ruchome schody Mid-Levels
Czy wiedzieliście, że w Hongkongu możecie przejechać się systemem schodów o długości aż 800 metrów? Central Mid-Levels Escalators to ciąg schodów i pochylni, które ułatwiają życie mieszkańcom wyżej położonych dzielnic.
To sprytne rozwiązanie: schody są jednokierunkowe.
- Rano (6:00 – 10:00): jadą w dół, by dowieźć ludzi do pracy.
- Od 10:30 do północy: jadą w górę.
Jadąc nimi, przemieszczamy się nad ulicami, niemal zaglądając w okna okolicznych budynków. Mijamy restauracje i malutkie sklepiki – to atrakcyjny i wygodny sposób na zwiedzanie, bez konieczności pokonywania setek stopni.
Z powrotem wracamy spacerem, schodząc tradycyjnymi schodami tuż obok. To doskonała okazja, by przyjrzeć się zwyczajnej dzielnicy miasta.





Rejs kultowym promem Star Ferry
Zabytkowe promy Star Ferry od ponad stu lat kursują między wyspą Hongkong a półwyspem Kowloon. Choć pod zatoką przebiegają nowoczesne tunele metra, nic nie zastąpi tej dziesięciominutowej przeprawy. To bez wątpienia najtańsza, a zarazem najbardziej malownicza opcja pokonania tego odcinka – bilet kosztuje w przeliczeniu zaledwie około 1,50 zł. Jeśli możesz zaplanuj rejs wieczorem, kiedy miasto rozświetlają tysiące świateł.



Oaza spokoju: Ogród Nan Lian i klasztor Chi Lin
Hongkong potrafi zmęczyć swoim tempem, dlatego w poszukiwaniu wytchnienia jedziemy metrem (linia zielona lub brązowa) do stacji Diamond Hill, by odwiedzić położony nieco na uboczu Ogród Nan Lian. Zaraz po wyjściu z metra znaki prowadzą nas do celu – droga wiedzie pod betonowymi wiaduktami.
Ogród jest zachwycający: perfekcyjnie przystrzyżone drzewka bonsai, złota pagoda, stawy, wodospad, chińskie pawilony i wiele egzotycznej dla nas roślinności. Na miejscu znajduje się małe muzeum, sklepik, snack bar, restauracja i herbaciarnia.
Moją uwagę przykuła herbaciarnia. Pani przed wejściem zapraszała na ceremonię parzenia herbaty, jednak cena – ok. 70 zł za filiżankę – skutecznie mnie ostudziła. A może było warto?











Z ogrodem sąsiaduje klasztor buddyjski Chi Lin Nunnery, do którego prowadzi kładka nad ruchliwą ulicą. To miejsce jest architektonicznym cudem – cały kompleks zbudowano z drewna cedrowego bez użycia gwoździ. Na dziedzińcu panuje cisza, a sadzawki z lotosami pozwalają na relaks i zachwyt roślinami.
Można wejść głębiej, by zobaczyć kolejny dziedziniec i posągi Buddy, ale tam już obowiązuje zakaz fotografowania.




Wstęp do ogrodu i klasztoru jest bezpłatny.
Gdzie dalej? Inspiracje na podróże
Jeśli po wizycie w ogrodach poczujesz niedosyt natury, pamiętajcie, że znaczna część Hongkongu to zielone wzgórza i górskie szlaki – my wybraliśmy się na malowniczy Szlak Smoczego Grzbietu (Dragon’s Back). Z azjatyckich metropolii odwiedź Kuala Lumpur w Malezji z jego imponującymi wieżami lub tętniący życiem Bangkok. A jeśli tym wolisz zostać w granicach Polski i szukasz spokojnych miejsc, wybierz się na łatwe spacery po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.
Inne miejsca które odwiedziłam zobacz na mapie.
.














