Podczas pobytu w Szklarskiej Porębie postanowiliśmy skorzystać z wyciągu na Szrenicę (1362 m n.p.m.). Nasz plan zakładał wjazd na górę i spokojny powrót pieszo, mijając po drodze Wodospad Kamieńczyka. To najwyższy wodospad po polskiej stronie Karkonoszy, mierzący aż 27 metrów. Trasa wydawała się łatwa – poza krótkim podejściem do schroniska, praktycznie cały czas prowadzi w dół.
Spis treści:
Mapa trasy
- Dystans: 6,5 km
- Czas przejścia: 1:43 h (w naszym tempie 2:30 h)
- Oznakowanie: Szlaki czarny i czerwony
Przebieg trasy: wjazd wyciągiem, powrót pieszo
Wjazd na Szrenicę odbywa się dwuetapowo, 2-osobowymi krzesełkami. Koszt biletu za dwa odcinki w górę to 37 zł za osobę (nie ma zniżek dla emerytów).

Im wyżej, tym bardziej zmienia się krajobraz – wysokie drzewa ustępują miejsca niskiej roślinności wysokogórskiej i połaciom kosodrzewiny. Aby dotrzeć do samego schroniska, trzeba podejść czarnym szlakiem ostro pod górę. Choć to krótki odcinek, przyznam, że dał nam nieźle w kość. Jeśli chcecie oszczędzać siły, szczyt można ominąć zielonym szlakiem.


Na górze przywitały nas tłumy, więc po zrobieniu kilku zdjęć szybko ruszyliśmy dalej. Skierowaliśmy się na czerwony szlak w stronę Szklarskiej Poręby.

Tu czekała nas przykra niespodzianka – niemal cała droga wyłożona jest betonowymi płytami i kamieniami.
Szło się fatalnie. Osobiście nie znoszę wędrować po bruku w górach. Próbowaliśmy iść poboczem, po naturalnym gruncie, ale rynny i gęsta roślinność skutecznie to uniemożliwiały. Moje kijki trekkingowe nie miały oparcia na twardym podłożu, a przy stromym zejściu kolana mocno odczuły ten trud. Nie spodziewałam się, że górski szlak może być w tak dużym stopniu wybrukowany.


Po niespełna 4 kilometrach dotarliśmy do Wodospadu Kamieńczyka. Niestety, tutaj poczułam kolejny niesmak. Wodospad ogrodzono wysoką, stalową kratą – naturę ogląda się tu zza prętów.
Do samego wodospadu można zejść na dół (oczywiście za dodatkową opłatą), jednak długa kolejka i ból nadwyrężonego kolana sprawiły, że zrezygnowaliśmy z pokonywania dodatkowych schodów. Dalszy odcinek trasy do miasta prowadził już łagodnie w dół.


Mimo, że brukowane ścieżki dały mi się we znaki, to widok Karkonoszy i piękne panoramy na długo pozostaną w pamięci.
Co zobaczyć w okolicy?
Przyznam szczerze, że o wiele przyjemniej wędrowało mi się szlakiem do wodospadu Szklarki, gdzie pod nogami czuć naturalny grunt i korzenie. Jeśli planujecie dalsze wycieczki, warto spróbować zdobyć Śnieżkę lub wybrać się do urokliwego Lubomierza, który urzeka swoim spokojnym, małomiasteczkowym klimatem.
Inne miejsca które odwiedziłam zobacz na mapie.















