Trzeci dzień w Kambodży przyniósł zupełnie inne emocje. Wybraliśmy się nad jezioro Tonle Sap – największy zbiornik słodkowodny na Półwyspie Indochińskim. Ku mojemu zaskoczeniu, cała, duża łódź jest do naszej dyspozycji.
Spis treści:

Z tuk-tuka na pokład łodzi
Po dwóch intensywnych dniach w kompleksie Angkor Wat, znów spotkaliśmy się z naszym kierowcą. Poprosiliśmy Sra Pona, aby zawiózł nas nad jezioro Tonle Sap. To była miła odmiana od kamiennych świątyń.
Gdy dotarliśmy do przystani, czekało tam kilka łodzi motorowych. Myślałam, że będziemy płynąć w większej grupie, ale okazało się, że całkiem sporą łódź mamy wyłącznie dla siebie.

Rejs między drzewami i wioska na wodzie
Do Kambodży dotarliśmy w porze deszczowej. Wtedy poziom wody w jeziorze podnosi się o kilka metrów, zalewając ogromne połacie lądu.
To właśnie dlatego tutejsze wioski buduje się na wysokich palach. Wygląda to niesamowicie – domy zdają się wyrastać prosto z wody. Co ciekawe, w porze suchej ta sama wioska wygląda zupełnie inaczej. Woda ustępuje, odsłaniając grunt, po którym mieszkańcy mogą normalnie chodzić.


Przez jakiś czas płyniemy po jeziorze mijając wybudowane na palach domy mieszkalne, szkołę, świątynię.
W pewnym momencie nasza łódź dobiła do miejsca, gdzie można było przesiąść się do mniejszych, tradycyjnych łódek. Tym razem za wiosła chwyciły kobiety.
To było niezwykłe doświadczenie. Płynęliśmy tuż obok domów na palach, obserwując codzienne życie mieszkańców. Duże wrażenie zrobiło na mnie pływanie między koronami drzew. Woda była tak wysoka, że niemal dotykaliśmy gałęzi. Cisza, spokój i natura na wyciągnięcie ręki.


Obserwowanie codzienności mieszkańców tej wodnej wioski było dla mnie lekcją pokory. Tutaj rytm dnia wyznacza natura, a nie zegarek. Gdy my płynęliśmy wygodną łodzią, obok nas toczyło się normalne życie, tyle że… kilka metrów nad ziemią.
Widzieliśmy również coś, co wyglądało jak małe ogródki umieszczone na platformach. Ale najbardziej uderzył mnie widok małych dzieci, które wiosłowały z dużą wprawą. Wiele z domów było bardzo skromnych, ale niektóre z nich były po remoncie i wyglądały całkiem dobrze.
Zbierano również śmieci do plastikowych worków, które przywiązane do pali czekały chyba na odbiór.





Szarość jeziora i pożegnanie z Siem Reap
Po powrocie na naszą główną łódź wypłynęliśmy na otwartą przestrzeń. W porze deszczowej wszystko wokół przybiera srebrzysto-szary odcień. Woda i niebo właściwie zlewają się w jedno, tworząc niemal surrealistyczny krajobraz. Dla chętnych była możliwość kąpieli w jeziorze.



Na koniec Sra Pon odwozi nas do centrum miasta. Tam podziękowaliśmy mu za wspólnie spędzony czas. To były dni pełne uśmiechu i autentycznej radości z odkrywania Kambodży.
Gdzie dalej?
Głównym celem naszego przyjazdu do Kambodży było zwiedzanie kompleksu Angkor. Następnego dnia jedziemy prosto na wyspę Ko Chang w Tajlandii.
Jeśli macie ochotę na dalszą drogę, możecie ruszyć w stronę nowoczesności i odwiedzić tętniące życiem Kuala Lumpur, stolicę Malezji, albo pełen futurystycznej architektury Singapur. Polecam też zajrzeć pod tag miejskie spacery, gdzie jest wiele opisów miast, które najlepiej poznaje się na własnych nogach.
Inne miejsca które odwiedziłam zobacz na mapie.















