Kuala Lumpur to miasto słynące z nowoczesnych wieżowców zwanych wieże Petronas. Poza tym spotkamy tam mozaikę kultur i smaków. Warto tu przyjechać, by poczuć energię azjatyckiej metropolii, a jednocześnie znaleźć spokój w ogromnych parkach.
Spis treści:
Do hotelu postanowiliśmy pojechać taksówką, ale szybko okazało się, że na ten sam pomysł wpadły dziesiątki innych podróżnych. W kolejce spędziliśmy co najmniej 40 minut, powoli przesuwając się do przodu. System jest tu jednak dobrze zorganizowany: w końcu odebraliśmy kwitek z przydziałem konkretnego auta. Odnaleźliśmy nasze stanowisko i po chwili byliśmy w drodze do hotelu.
Hornbill
Symbolem Malezji jest hornbill (dzioborożec). Widzieliśmy go w Bird Park w Kuala Lumpur, kiedy przysiadł na tarasie tamtejszej restauracji. Kelner zaraz przybiegł do nas, aby zwrócić naszą uwagę na ptaka. Piękny.
Po krótkim odpoczynku w hotelu ruszyliśmy „rozejrzeć się” po mieście. Słynne wieże Petronas zostawiliśmy sobie jako wisienkę na torcie na wieczór, a tymczasem postanowiliśmy sprawdzić, co kryją tutejsze dzielnice.
Dzielnice: Chińska i Indyjska
Naszym pierwszym punktem była Dzielnica Chińska (Chinatown), skupiona wokół gwarnej ulicy Petaling Street. Podobnie jak wcześniej w Singapurze, nie zrobiła ona na nas większego wrażenia – to miejsce pełne zgiełku i handlu, które warto odwiedzić aby mieć własne zdanie lub dla lokalnego jedzenia.
Inne odczucia towarzyszyły nam w Dzielnicy Indyjskiej (Little India) w rejonie Brickfields. Tam kolory i zapachy atakują z każdej strony – od aromatycznych kadzideł po girlandy świeżych kwiatów. Jest niesamowicie barwnie: nawet na jezdniach namalowano wielkie kwiatowe motywy, a z głośników przy sklepach z jedwabiami płynie radosna muzyka rodem z Bollywood.
Nowoczesne centrum
Jak na nowoczesnego centrum Kuala Lumpur przystało, miasto ma trochę nowoczesnych rozwiązań. Nad głowami mknie kolejka monorail, ale to, co najbardziej mnie zaciekawiło, to długa, zadaszona kładka dla pieszych.
Ta konstrukcja to świetny pomysł. Kładka ciągnie się przez kilkaset metrów, pozwalając przejść nad wieloma ruchliwymi ulicami i skrzyżowaniami, zapewniając komfort i bezpieczeństwo. Jej odcinki są pomalowane na różne barwy. Na zdjęciach możecie zobaczyć fragment niebieski, ale był też żółty i fioletowy.
Dzięki temu rozwiązaniu spacer po centrum metropolii staje się wygodny, bez uciążliwego przechodzenia przez ulicę w upale. Aby dowiedzieć się więcej o poruszaniu się po mieście sprawdź oficjalną stronę komunikacji miejskiej KL.
Wieże Petronas i tańczące fontanny
Pod wieczór ruszyliśmy w stronę punktu obowiązkowego każdej wycieczki – słynnych wież Petronas Towers. O ile za dnia ich stalowa konstrukcja wygląda imponująco, o tyle po zmroku, gdy zostają w pełni podświetlone, robią ogromne wrażenie.
Te dwie połączone ze sobą wieże wciąż znajdują się w czołówce najwyższych budowli świata, wznosząc się na wysokość 452 metrów. Co warto o nich wiedzieć?
To przede wszystkim budynek biurowy. Jedną wieżę zajmuje malezyjski gigant naftowy Petronas, natomiast druga jest wynajmowana międzynarodowym firmom. W dolnej części kompleksu znajduje się centrum handlowe Suria KLCC, gdzie można schronić się przed upałem.
Będąc tutaj warto poczekać na wieczorny pokaz świateł. Zajęliśmy miejsce nad brzegiem fontanny i cierpliwie czekaliśmy, aż zapadnie całkowita ciemność. O godzinie 20:00 zaczyna się tu pokaz tańczących fontann. To idealny moment, by po prostu usiąść i podziwiać spektakl świateł i wody oraz przyjrzeć się nowocześnie podświetlonym wieżom.
Gdzie dalej?
Kuala Lumpur ma do zaoferowania znacznie więcej, warto wybrać się do Parku Ptaków. Rozważ też lot na Filipiny, by odpocząć na piaszczystych plażach wyspy Panglao, lub udaj się do pełnego kontrastów Makau. A jeśli po dalekich podróżach zatęsknicie za polskimi szlakami, polecam odwiedzić Pelplin, które potrafi zachwycić równie mocno, co egzotyczne zakątki świata.
Inne miejsca które odwiedziłam zobacz na mapie.
.