Ko Chang, znana jako Wyspa Słonia, to raj dla miłośników natury i plaż, gdzie czas zdaje się zwalniać w rytmie szumu fal. To jedna z tych wysp, które mimo popularności wciąż zachowują swój autentyczny charakter.
Jest trzecią co do wielkości wyspą Tajlandii. Na wyspę przypłynęliśmy z miejscowości Trat, a sama przeprawa trwa około 45 minut. Przyjechaliśmy tu prosto z Siem Reap w Kambodży.
Spis treści:
Nocleg: Domki w tropikalnym ogrodzie
Ośrodek, w którym się zatrzymaliśmy, od razu skradł moje serce. Mieszkamy w uroczy, stylizowanym domku ukrytym w egzotycznym ogrodzie. Do plaży mamy zaledwie 200 metrów, choć tym razem nie służy ona do opalania.
Trwa właśnie pora deszczowa, więc plaża świeci pustkami, a szum morza miesza się z odgłosami deszczu. Ma to jednak swój niepowtarzalny, spokojny klimat.
Czasem wieczór kończymy lokalnym akcentem – na pobliskim stoisku kupujemy pyszne, świeże naleśniki z owocami.



Durian: spotkanie z kontrowersyjnym owocem
O durianie krąży tyle legend, więc musiałam spróbować aby wyrobić sobie własne zdanie. Miał być niezwykle smaczny, a jednocześnie odstraszać zapachem zgniłego mięsa. Jak było naprawdę? Stojąc przy stoisku, nie czułam nic dziwnego. Dopiero po obraniu owocu uwalnia się specyficzny, dość nieprzyjemny zapach, ale na pewno nie nazwałabym go odorem padliny. Nie był na tyle mocny, bym musiała zatykać nos czy rezygnować z degustacji.
Jeśli chodzi o wrażenia, durian ma ciekawą, kremową konsystencję, ale sam smak… cóż, był po prostu “taki sobie”. Zdecydowanie nie będę za nim tęsknić. O wiele bardziej smakuje mi soczysty smoczy owoc, mango lub papaja. Spotkanie z durianem zaliczam do ciekawych doświadczeń kulinarnych.

Rejs statkiem: W poszukiwaniu rajskich widoków
Zdecydowaliśmy się na klasyczną, całodniową wycieczkę statkiem w okolice pobliskich wysepek. W cenę wliczony był obiad, a program pozwalał na prawdziwy relaks: chętni mogli popływać w morzu lub przeprawić się pontonem na jedną z plaż. Na jedną z wysepek zeszliśmy po drewnianym molo.
Przez większość dnia niebo pozostawało pochmurne. Dopiero pod sam koniec wycieczki, dosłownie na moment, zza chmur wyjrzało słońce. W tym jednym krótkim błysku zobaczyłam wreszcie namiastkę tych idealnych, “folderowych” widoków, z których słynie Tajlandia. Idealne zakończenie rejsu.





Skuterem po wyspie: nasza wielka przygoda
Postanowiliśmy wypożyczyć skuter, aby zwiedzić wyspę na własną rękę. Krzysiek co prawda jeździł ze 20 lat temu jakimś „Rometem” czy innym „Komarem”, więc uznaliśmy, że doświadczenie ma. Na wszelki wypadek poprosiłam jednak, żeby najpierw przejechał się kawałek sam. Ruszył… a mina i gesty pani z wypożyczalni były po prostu nie do podrobienia!
Kiedy w końcu zapanował nad „rumakiem”, z pewną nieśmiałością wsiadłam i ja. Dalej było już tylko lepiej, choć przez chwilę musieliśmy sobie przypomnieć o ruchu lewostronnym – na szczęście droga była pusta. Zatrzymywaliśmy się co kawałek, by podziwiać lasy namorzynowe, małą buddyjską świątynię, wodospad i gęstą dżunglę.











Sielanka skończyła się wczesnym popołudniem, gdy nadciągnęły granatowe chmury. Ledwo ruszyliśmy w stronę domu, zaczęło lać. Schroniliśmy się w przydrożnej restauracji z nadzieją, że przeczekamy najgorsze. Siedzieliśmy tam ponad godzinę, zjedliśmy obiad, wypiliśmy kawę, ale zamiast przejaśnienia, robiło się coraz gorzej.
Nie było rady – przed nami 25 kilometrów trasy w ulewie, a zmrok zbliżał się wielkimi krokami. Ruszyliśmy w strugach deszczu. Gdy dotarliśmy na miejsce, nie mieliśmy na sobie ani jednej suchej nitki. Krzysiek tak przemókł, że zmarzł w samym środku tropików! Ociekający wodą oddaliśmy maszynę, a pani z wypożyczalni skrupulatnie ją obejrzała. Skuter był cały, bez ani jednej ryski, a do tego… porządnie umyty przez naturę. Deszcz nie odpuścił aż do rana.


Wodospad Klong Plu – największy na wyspie
Następnego dnia udajemy się do największego na wyspie wodospadu Klong Plu, a na miejsce podwozi nas lokalna taksówka, czyli songthaew. Ścieżka do wodospadu prowadzi przez soczyście zieloną, gęstą dżunglę. To miejsce, gdzie woda z hukiem wpada do głębokiego, naturalnego basenu, otoczonego przez monumentalne skały i tropikalną roślinność. To idealne miejsce na chwilę oddechu w cieniu drzew, zanim ruszymy w dalszą drogę.


Plaża w porze deszczowej
Prawie codziennie chodzimy na spacer brzegiem morza. Choć niebo wciąż jest stalowe to opustoszała plaża ma w sobie coś magicznego – jest tylko dla nas. Jutro wracamy do Bangkoku, żegnając się z Wyspą Słonia.
Podsumowując, podróżowanie w porze deszczowej może pokrzyżować plany ale też dzięki temu wyspa jest niesamowicie zielona, a turystów znacznie mniej. Jeśli nie boicie się wody, Ko Chang w tym wydaniu nagrodzi Was ciszą jakiej trudno szukać w szczycie sezonu.


Gdzie dalej?
Zaplanuj zwiedzanie północy Tajlandii, poczuj klimat Chiang Rai oraz odetchnij świeżym powietrzem w Parku Narodowym Doi Inthanon. A może wybierzesz się do Wietnamu i zwiedzisz pełen lampionów Hoi An, albo na wyspę Panglao na Filipinach. Jeśli nie wybierasz się poza Europą, spędzę trochę czasu na słonecznej Malcie, odkrywając jej skaliste wybrzeża i bogatą historię.
Inne miejsca które odwiedziłam zobacz na mapie.
..




![22 ciekawe miejsca we Władysławowie i okolicy + [mapka]](https://seniorka-z-plecakiem.pl/wp-content/uploads/2024/10/Wladyslawowo-28.jpg?v=1729001082)









