Skrzyczne (1257 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – można na niego wejść o własnych siłach, ale dla osób ze słabszą kondycją najłatwiej dostać się na górę kolejką linową ze Szczyrku. To świetna opcja aby nacieszyć się widokami bez nadmiernego wysiłku.
Kilka lat temu kolejkę zmodernizowano. Stare, wysłużone krzesełka zastąpiły nowoczesne, 4-osobowe kanapy. Wjazd, podobnie jak dawniej, odbywa się w dwóch etapach.
Spis treści:
Mapa trasy na Skrzyczne
- Dystans: 5,1 km
- Czas przejścia: 1:13 h (warunki pogodowe wydłużyły czas do 2:45 h)
Kolejka linowa na szczyt
Nasz plan był prosty: wjeżdżamy na szczyt kolejką, a do Szczyrku schodzimy pieszo jednym z malowniczych szlaków. Jednak góry często mają własne plany. Gdy tylko stanęliśmy przy dolnej stacji, przywitała nas drobna mżawka, a wierzchołek Skrzycznego utonął w gęstej mgle.
Na szczęście nowoczesne kanapy wyposażone są w osłony przeciwwiatrowe. To ogromny atut, szczególnie gdy podróżujemy jesienią lub w chłodniejszy dzień.
Po zasunięciu osłony zrobiło się cicho i całkiem przyjemnie, choć ta odcięła nas od świata. Przez mokrą pleksę widoczność była znikoma, zresztą bez niej też niewiele było widać ze względu na mgłę. W pewnym momencie straciliśmy poczucie czasu – czy to już koniec podróży?
Dopiero gdy na chwilę uchyliliśmy osłonę, okazało się, że jesteśmy u celu. Na szczycie mgła była jeszcze gęstsza. Mimo braku rozległych panoram, taki „mleczny” krajobraz ma w sobie niezwykły spokój.
Co czeka na szczycie Skrzycznego?
Po wyjściu z kolejki od razu skierowaliśmy się w stronę schroniska, marząc o suchym kącie. Mgła była tak gęsta, że gdyby nie nasza znajomość tego miejsca z poprzednich wizyt, znalezienie budynku mogłoby zająć dłuższą chwilę. W takich warunkach łatwo stracić orientację.
Wycieczka odbywała się w czasie pandemii, więc do środka mogły wejść tylko nocujący goście. Dla turystów jednodniowych przygotowano bufet oraz trzy stoły pod zadaszeniem. Choć warunki były polowe, gorąca herbata smakowała wybornie.
Z czasem pod dachem zaczęło przybywać ludzi. Wspólne przeczekiwanie mżawki sprzyja integracji – szybko nawiązaliśmy rozmowę z innymi wędrowcami. Temat był jeden: pogoda. A ta pozostaje niezmienna – gęsta mgła i gęsta mżawka.
Mimo niesprzyjającej aury, postanowiliśmy zrealizować nasz plan – zejść zielonym szlakiem do Szczyrku. Takie warunki wymagają większej uważności, ale góry we mgle to niezwykłe przeżycie.
Zejście do Szczyrku – bezpieczny wariant
Zaczęliśmy schodzić powoli. Mgła sprawiła, że las nabrał tajemniczego charakteru – to zupełnie inne wrażenia niż te przy pełnym słońcu. Niestety, wraz z utratą wysokości, mżawka zmieniała się w coraz gęstszy deszcz.
Przekonaliśmy się o tym dość szybko – najpierw ja, a potem Krzysiek zaliczyliśmy “miękkie lądowanie” na błocie. Takie sytuacje uczą pokory do gór. Na śliskiej nawierzchni nawet największa ostrożność czasem nie wystarcza. Gdy byliśmy w połowie drogi, do odgłosów deszczu dołączyły odległe odgłosy burzy.
Ostatni etap trasy to droga wyłożona betonowymi płytami, dzięki czemu nasze kroki stały się pewniejsze, a ryzyko poślizgu zmalało. Zanim jednak dotarliśmy do pierwszych zabudowań Szczyrku, ulewa rozszalała się na dobre.
Do pierwszej napotkanej knajpki weszliśmy przemoczeni i ubłoceni, ale z poczuciem satysfakcji. Gorąca herbata i obiad smakowały w tamtym momencie najlepiej na świecie.
Następnego dnia Szczyrk powitał nas już w pełnym, radosnym słońcu.
Atrakcje w pobliżu
Ta wyprawa przypomniała mi nasze wcześniejsze odwiedziny na górze Chełm w Myślenicach, gdzie pogoda była równie mglista. W pobliżu możesz też wjechać wygodną kolejką na Szyndzielnię lub wybrać się na spacer do malowniczej Doliny Wapienicy. Wielbicielom przyrody polecam też piękny Ogród Japoński w Pisarzowicach, a osobom szukającym historii – wizytę w opuszczonej stanicy harcerskiej w Górkach Wielkich. Ciekawą wycieczką będzie też zwiedzanie Cieszyna.
Inne miejsca, które odwiedziłam sprawdź na mapie.
.












