Pod nami Filipiny. Strugi deszczu uderzają o szyby, gdy nasz samolot podchodzi do lądowania w Tagbilaran na wyspie Bohol. Widzę już wyraźnie skutery mknące drogą tuż przy lotnisku, gdy nagle… wznosimy się z powrotem w chmury.
Nie wiem, co było przyczyną – deszcz? – ale pilot prawie w ostatniej chwili zrezygnował z posadzenia maszyny. Robimy jedno, potem drugie kółko nad archipelagiem. W kabinie robi się lekko stresująco, a pasażerowie w milczeniu patrzą przez okna. Na szczęście za drugim podejściem lądujemy bezpiecznie. Witają nas Filipiny!
Spis treści:
Lotnisko na Bohol
Lotnisko w Tagbilaran jest malutkie. Przyzwyczajeni do przestrzeni naszych europejskich portów lotniczych, tutaj czujemy się niemal jak na prywatnym lądowisku. Pas startowy, obok pas wykoszonej trawy, a tuż za ogrodzeniem – zwykłe zabudowania. Obsługa podjeżdża do samolotu ze schodami, pchając je… ręcznie!



Hala przylotów jest tak małą, że pasażerowie ledwo mieszczą się w środku. Na szczęście ci, którzy podróżują tylko z bagażem podręcznym, od razu wychodzą drugą stroną.
Przy wejściu do budynku spotyka nas miła niespodzianka: każdy dostaje paczuszkę chipsów. Nie wiem, czy to stała praktyka, czy wyjątkowy gest. Wewnątrz znajduje się tylko jedna, krótka taśma bagażowa, przy której tłoczą się pasażerowie czekający na swoje rzeczy. Filipińczycy zdejmują z taśmy nie tylko walizki, ale też najróżniejsze kartony i pakunki.

Gdy wychodzimy na zewnątrz, od razu dostrzegamy uśmiechniętego pana z tabliczką z naszym nazwiskiem. To kierowca wysłany przez hotel, w którym mamy rezerwację. Przez najbliższy tydzień naszą bazą będzie miejscowość Alona na wysepce Panglao, połączonej z wyspą Bohol mostami.
Przed nami około 22 kilometry drogi. Z okien samochodu obserwujemy filipińską codzienność. Mijamy wiele skromnych chatek, które sprawiają wrażenie, jakby stały tylko z przyzwyczajenia, ale widać też nowe, ładne budynki.

Wieczorny spacer na plażę
Około godziny 16:00 docieramy na miejsce. Nasz ośrodek okazuje się bardzo kameralny. Każdy pokój posiada własny taras z bezpośrednim wyjściem do zadbanego, egzotycznego ogrodu. My zajmujemy pokój na parterze.
Po krótkim odpoczynku i rozpakowaniu bagaży decydujemy się na spacer nad morze. W międzyczasie słońce zdążyło już zajść, a około 17:30 zapadły “egipskie ciemności”. Wiedząc, że od oceanu dzieli nas zaledwie 400 metrów, pytam w recepcji o drogę. Pani cierpliwie tłumaczy trasę, a na koniec… wręcza nam latarkę. Początkowo dziwię się temu gestowi, ale szybko okazuje się, że wiedziała, co robi.

Większość drogi pokonujemy w całkowitej ciemności. Początkowo idziemy po betonie, ale po chwili trakt zmienia się w wyboistą drogę gruntową, z której wystają zdradliwe kamienie i korzenie drzew. Klimat jest niesamowity: co jakiś czas mija nas skuter, w ciemnościach mijamy spokojne psy, czuć zapach ognisk i słychać dobiegającą z oddali muzykę. Dopiero gdy udaje nam się odnaleźć zejście ze skarpy na brzeg morza, naszym oczom ukazują się pierwsze oświetlone restauracje przy plaży.
Wieczór jest wyjątkowo gorący i parny, a ocean o tej porze wcale nie przynosi upragnionej ochłody. Po krótkiej chwili decydujemy się na powrót, zmęczenie podróżą daje się we znaki.
Dzień relaksu: Alona w świetle dnia
Nasz zegar biologiczny dopiero próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Budzimy się około 10:00 – siedem godzin różnicy czasu robi swoje. Dzisiejszy plan to całkowity relaks. Po śniadaniu ruszamy nad morze tą samą trasą, którą wczoraj pokonywaliśmy po omacku. Dopiero teraz widzimy, co mijaliśmy: krótki odcinek głównej drogi, potem wąski betonowy trakt przechodzący w charakterystyczne betonowe pasy.
Przywykłam już do tego, że za Krzysiem podąża większość psów w okolicy, ale żeby do tej ekipy dołączyła nawet koza?








Alona Beach: Raj dla nurków i deptak
Alona to typowy kurort – mnóstwo tu hoteli, restauracji i lokalnych biur podróży, których oferta skupia się głównie na nurkowaniu. Ponieważ nie umiem pływać, ta atrakcja musi obejść się bez nas. Na tafli wody kołysze się mnóstwo łodzi, pewnie w popularnych miejscach na morzu panuje niezły tłok.

Spacerujemy „deptakiem” wzdłuż linii restauracji, choć „deptak” to w tym przypadku zbyt szumne słowo. Zamiast równego chodnika mamy tu mieszankę ubitego piachu, betonu i wystających korzeni. Trzeba ciągle patrzeć pod nogi, by o coś nie zahaczyć. Dodatkowo każda restauracja według własnego uznania „ulepszała” fragment przed swoim wejściem – efekt to prawdziwy tor przeszkód z wylewek betonowych, schodków, krawężników różnej wysokości.
Masaż przy szumie fal i lokalne smaki
Kiedy zaczyna padać, robimy przerwę na obiad, a po południu oddajemy się w ręce filipińskich masażystek. Leżymy na łóżkach ustawionych bezpośrednio na piasku, zaledwie kilka kroków od szumiącego oceanu. Mnie masuje Kristi, sympatyczna pani w średnim wieku – czysty relaks!

Do hotelu wracamy tętniącą życiem uliczką łączącą plażę z główną drogą. Panuje tu spory ruch wszystkiego, co ma koła. Nie odmawiam sobie przyjemności kupienia lokalnych wypieków – bułeczek z tajemniczym, ale pysznym i mało słodkim nadzieniem. Do tego obowiązkowo wyśmienite, soczyste mango.





W drodze powrotnej co chwilę zagadują nas kierowcy trycykli (motocykli z boczną przyczepką). Choć dziś wolimy spacer, z jednym z nich umawiamy się na jutrzejszy objazd wyspy Panglao. Mijamy główną drogę, przyglądając się kontrastom: zadbane hotele sąsiadują tu z prostymi, lokalnymi sklepikami i punktami usługowymi. Moją uwagę przyciąga kościół – nazwałam go „kościołem bez ścian”, bo jego przewiewna konstrukcja zamiast ścian posiada jedynie duże otwory z kratami. Pomysłowe rozwiązanie na ten klimat.










Gdzie dalej?
Jeśli lubisz azjatyckie klimaty, zajrzyj do mojej relacji z tętniącego życiem Hongkongu, albo zaplanuj wyprawę do pełnego smaków Wietnamu lub odkryjcie bogaty Singapur. A jeżeli wolisz europejskie klimaty, polecam słoneczną Hiszpanię, która zachwyca architekturą i radosnym stylem życia.
Inne miejsca które odwiedziłam zobacz na mapie.
.




![22 ciekawe miejsca we Władysławowie i okolicy + [mapka]](https://seniorka-z-plecakiem.pl/wp-content/uploads/2024/10/Wladyslawowo-28.jpg?v=1729001082)










