26 dni urlopu to dla jednych dużo, ale dla pasjonatów podróży – niewiele. Z tej puli udaje mi się wycisnąć 2-3 dłuższe wyprawy w roku, ale też weekendy często przeznaczam na wyjazdy. Standardowo: start w piątek po pracy, powrót w niedzielę wieczorem. Czasem, przy odrobinie szczęścia, przedłużam je o tzw. “długie weekendy”.
Oto jak organizuję swoje krótkie wypady, by wycisnąć z nich jak najwięcej.
Spis treści:
Środek transportu – wolność czy szybkość?
- Samochód: Mój numer jeden. Daje pełną niezależność i brak ograniczeń co do bagażu.
- Samolot: Idealny na “city break”. Odwiedziłam tak m.in. Kolonię. Przy obecnej siatce połączeń z Pyrzowic czy Balic, Europa jest na wyciągnięcie ręki, jeśli tylko upoluję tani bilet.
- Pociąg: Coraz częściej wraca do moich łask. Trasa Katowice – Gdańsk pokazała mi, że można podróżować komfortowo i bez stresu o korki. To świetna okazja, by poczytać książkę jeszcze przed dotarciem do celu.
Strategia “2 godzin” – jak daleko ruszam?
W weekendowych wyjazdach kluczowy jest czas dojazdu, a nie kilometry. Mieszkając blisko węzłów autostrad A1 i A4, mam ułatwione zadanie.
- Promień 2 godzin: To moja strefa komfortu. W tym czasie jestem w stanie dotrzeć w piękne zakątki Beskidów, na Jurę, a także do Czech czy na Słowację.
- Powyżej 2 godzin: Wybieram rzadziej i tylko wtedy, gdy trasa wiedzie autostradą.
- Zasada samolotu/pociągu: Tu liczy się logistyka – muszę mieć pewność, że w poniedziałek rano zamelduję się w pracy wypoczęta.
Gdzie czyli kryteria wyboru
Mój kierunek zwykle zależy od trzech rzeczy:
- Pora roku: Nie lubię marznąć! Zimą i późną jesienią wybieram duże miasta. Wtedy króluje zwiedzanie “pod dachem” – muzea (zachwyciło mnie krakowskie Collegium Maius), galerie i klimatyczne kawiarnie. Ciepłe miesiące to czas na naturę, małe miasteczka i spacery.
- Okazje cenowe: Regularnie zaglądam na portale typu Fly4free czy Skyscanner. Jeśli trafi się tanie połączenie lub nocleg w dobrej cenie, potrafię być elastyczna co do kierunku.
- Nowość vs. Powroty: Szukam białych plam na mojej mapie, ale czasem wracam tam, gdzie czułam się dobrze. Zawsze znajduję coś czego wcześniej nie widziałam.
Organizacja, czyli zero marnowania czasu
Na krótkim wyjeździe każda godzina jest cenna, dlatego planuję wcześniej:
- Noclegi: Rezerwuję zazwyczaj z 1-3 tygodniowym wyprzedzeniem. Korzystam niemal wyłącznie z Booking.com lub aplikacji sieci hotelowych (Accor, Hilton). Dlaczego? Cenię natychmiastowe potwierdzenie. Pisanie maili z zapytaniem o dostępność i czekanie na odpowiedź to dla mnie strata czasu, której staram się unikać przy tak krótkich wyjazdach.
- Programy lojalnościowe: Warto do nich należeć – czasem dają darmowe śniadanie, późniejsze wymeldowanie lub po prostu lepszą cenę.
- Plan zwiedzania: Nie jadę w ciemno. Mam przygotowaną listę miejsc lub tras górskich. Nie realizuję wszystkiego na siłę – plan dostosowuję do pogody i nastroju, ale wcześniejsze przygotowanie pozwala uniknąć porannego zastanawiania się: “to co dziś robimy?”.


Pozostaje jeszcze przygotować plecak i ruszyć w drogę.
Oczywiście podróże to nie tylko zachwyty – bywają też momenty irytujące. Swoimi przemyśleniami na ten temat podzieliłam się w tym wpisie. Większość z nich traktuję z przymrużeniem oka, więc nie psują mi wypoczynku, ale czasem sprawiają, że zastanawiam się: czy na pewno chcę tu jeszcze wrócić?
Miejsca które odwiedziłam zobacz na mapie.



