czwartek, 22 stycznia, 2026

Wybierz się ze mną na spacer nad Mekongiem. Chiang Saen ma swoją promenadę – może nie jest ona zbyt piękna, ale ma w sobie coś magnetycznego. Chodziliśmy nią codziennie, bo nasz pensjonat znajdował się na samym jej początku (lub końcu, zależnie od perspektywy).

Spis treści:

Poranek w rytmie rzeki

Zaraz po wyjściu z pensjonatu, po drugiej stronie ulicy, mija się samoobsługową stację benzynową. To w zasadzie tylko dwa dystrybutory, przeznaczone chyba wyłącznie dla skuterów – nigdy nie widziałam, by tankował tam samochód. Prawdziwa stacja jest kawałek dalej i to właśnie przy niej zaczyna się nadrzeczny bulwar.

Samoobsługowa stacja benzynowa

Spacerować można na dwa sposoby: chodnikiem przy samej ulicy lub bulwarem usytuowanym nieco niżej. Całość zacieniają drzewa, a gdzieniegdzie wzrok przyciągają intensywne barwy kwitnących krzewów. Patrząc przed siebie, widzisz nie tylko wodę – przeciwległy brzeg to już zupełnie inny świat, to Laos.

Promenada nad Mekongiem
Promenada
Jakieś kwiatki
Po drugiej stronie Laos

Rano i w południe panuje tu niemal całkowity spokój. Brzeg rzeki, choć umocniony surowymi kamieniami, ma w sobie pewną melancholię. Co kawałek w stronę mętnej wody prowadzą betonowe schody. Przy niektórych cumują łodzie. Jedna z nich, z niebieskim dachem, z daleka wyglądała całkiem nieźle, ale z bliska okazała się w dość kiepskim stanie, jakby dawno nie używana.

Na kolejnych schodach spotykamy kurzą rodzinkę, która niewiele robi sobie z potęgi Mekongu płynącego tuż obok. A tak w ogóle kury są tu inne niż u nas – są szczupłe i smukłe.

Zejście do rzeki
Kura i kurczaki
Pływający dom?

Życie na granicy wody i lądu

Mekong nigdy nie śpi. Raz po raz przepływają nim większe i mniejsze łodzie. Niektóre przecinają rzekę płynąc w stronę laotańskiego brzegu, inne znikają powoli za zakolem, niosąc towary w nieznane.

Łódź na Mekongu

Bliżej centrum mijamy zadaszenia oraz drewniane wiaty z ławkami. To idealne punkty obserwacyjne – można w nich schronić się przed palącym słońcem lub nagłym deszczem i po prostu patrzeć: na rzekę albo na leniwy ruch uliczny. Dla niektórych to również dobre miejsce na popołudniową drzemkę. Tajowie opanowali sztukę relaksu w każdych warunkach.

Zadaszenia na bulwarze
Drewniana wiata

W samym sercu miasteczka bulwar rozszerza się w niewielki plac. Pewnego dnia stanęły na nim kolorowe karuzele. W słońcu wyglądały na nieco opuszczone, ale wieczorem ożywały śmiechem dzieci. Tak szybko, jak się pojawiły, tak szybko zniknęły – po dwóch dniach nie było po nich śladu.

Nad Mekongiem
Karuzele

W centrum znajduje się bardzo szerokie zejście do rzeki. To miejsce gdzie tragarze w pocie czoła noszą paczki do łodzi – wiele razy w górę i w dół.

Przenoszenie towarów do łodzi
Przenoszenie towarów do łodzi
Barki towarowe

Kawałek dalej napotykamy plac zabaw i siłownię “pod chmurką”. Plac zabaw bez ogrodzenia, tuż przy samej jezdni! – u nas byłoby to nie do pomyślenia. Co prawda dzieci tam nie widziałam, ale zjeżdżalnia skierowana prosto na ulicę to kiepski pomysł.

Olbrzymie drzewo na bulwarze
Plac zabaw
Siłownia, plac zabaw i kolejna wiata

W pobliżu zauważam kolejną drewnianą wiatę. Ta tymczasowo pełni inną funkcję: na ławkach suszą się talerze i sztućce z pobliskiego baru.

Można i tak

Wieczorny spektakl smaków

Prawdziwe życie w Chiang Saen zaczyna się jednak dopiero, gdy upał nieco odpuszcza. Około godziny 15:00 na drogę wjeżdżają kuchnie uliczne. Właściciele niespiesznie wypakowują produkty i rozpalają grille. W powietrzu zaczyna unosić się zapach pieczonych ryb, mięs i przypraw. Zupy przyjeżdżają już ugotowane a ich ciepło utrzymuje płomień z butli gazowej.

Uliczne kuchnie przy promenadzie
Uliczna kuchnia
Rozstawianie mobilnej restauracji
Uliczna kuchnia

To rodzinne biznesy. Podczas gdy jedni pilnują potraw, inni rozwieszają girlandy świetlne, które po zmroku nadadzą temu miejscu magiczny klimat. Na chodniku lądują kolorowe dywany, niskie stoliczki i płaskie poduszki. Mobilne restauracje są gotowe na przyjęcie gości tuż przed spektaklem zachodzącego słońca.

Mała uwaga: Słońce w Chiang Saen nie zachodzi nad samą rzeką, lecz po drugiej stronie ulicy, za budynkami. Mimo to niebo nad Mekongiem przybiera wtedy różowo-pomarańczowe barwy, które odbijają się w tafli wody.

Restauracja z widokiem na rzekę
W oczekiwaniu na pierwszych klientów

O 18:00 jest już ciemno. Bulwar wypełnia się gwarem rozmów i brzękiem naczyń. To najpiękniejszy czas – czas, gdy zapomina się o trudach podróży.

Oddalamy się powoli od tych romantycznych, polowych restauracji, spoglądając na mieniące się niebo i przepływające w zachodzącym słońcu łodzie. Jeszcze chwila i Mekong pomału pójdzie spać.

Mekong o zachodzie słońca
Zachód słońca nad Mekongiem
Wieczór nad rzeką

Co dalej?

Samo Chiang Saen ma interesujące zabytki, choć niewielu turystów tu dociera. W jego okolicy też można zobaczyć trochę ciekawych miejsc jak np. jezioro czy świetny punkt widokowy. Natomiast całą podróż po północnej Tajlandii zebrałam we wpisie: Tajlandia północna, kilka dni w Bangkoku i informacje praktyczne.

Inne miejsca które odwiedziłam zobacz na mapie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

2 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Ewa
7 lata temu

Po raz kolejny, z przyjemnością podreptałam za Tobą Mariolu.
Radosnych świąt życzę 🙂

We use cookies to ensure that we give you the best experience on our website.

2
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x

SENIORKA Z PLECAKIEM