Każda wielka przygoda ma swój ostatni przystanek – dla nas był nim ponownie tętniący życiem Bangkok. To idealny moment, by na spokojnie zebrać wspomnienia i podzielić się z praktycznymi spostrzeżeniami z naszej tajskiej wyprawy.
Spis treści:
Ostatni dzień w Bangkoku
Na naszą ostatnią noc w stolicy zarezerwowałam w promocji apartament, który miał wszystko: sypialnię, salon, a nawet kuchnię. Co ciekawe, nocleg ze śniadaniem był tańszy niż opcja bez posiłku. Ostatnią kolację zjedliśmy jednak bardzo skromnie i lokalnie. Na pobliskim, mobilnym straganie kupiliśmy szaszłyki – jeden patyk kosztował zaledwie 10 batów, czyli około złotówki.



Mając niemal cały dzień do wylotu, ruszyliśmy w miasto, by zobaczyć to, czego wcześniej nie zdążyliśmy odwiedzić:
- Baiyoke Sky Hotel: Spoglądaliśmy z dołu na ten kolos o wysokości 304 metrów. Budynek robi ogromne wrażenie swoją strzelistością i dominuje nad panoramą miasta.
- Park Lumphini: To prawdziwa oaza spokoju w centrum metropolii. Największą atrakcją są tu ogromne jaszczury – warany, które przechadzają się leniwie wzdłuż alejek. Niektóre miały chyba z metr długości! Wyglądają groźnie, ale zajęte swoimi sprawami zupełnie nie zwracają uwagi na spacerowiczów.
- Siam Paragon: Na koniec zajrzeliśmy do tego luksusowego centrum handlowego. To zupełnie inny świat – pełen klimatyzacji, markowych butików i nowoczesnego designu.







Czas jednak nieubłaganie dobiegł końca. Ruszamy w stronę lotniska Suvarnabhumi, wspominając każdą chwilę spędzoną w Tajlandii.


Praktyczne podsumowanie
Oto jak zapamiętałam Tajlandię z perspektywy pierwszego wyjazdu do dalekiej Azji:
Klimat i pogoda: Czy da się wytrzymać?
Przyznam, że trochę obawiałam się tropików, dlatego celowo wybrałam porę deszczową, która jest nieco chłodniejsza. Mimo że było gorąco, parno i bardzo wilgotno, zwiedzaliśmy całymi dniami. Czasem odpoczywaliśmy w cieniu lub klimatyzowanych miejscach.
Deszcz: Czy psuje wyjazd?
Najmocniej lało pierwszego dnia oraz podczas wycieczki skuterem. Poza tym deszcze były krótkie choć gwałtowne. Bardziej niż sama woda, doskwierał mi brak „pocztówkowych” widoków – bez słońca nawet najpiękniejsze miejsca wydają się szare.
Jedzenie i ceny
Stołowaliśmy się głównie na ulicy (za kilka złotych) lub w lokalnych restauracjach, gdzie ceny dań wahały się od 4 do 20 zł. Ceny w sklepach spożywczych są bardzo zbliżone do polskich. Co najważniejsze – przez cały wyjazd nie mieliśmy żadnych sensacji żołądkowych!
Jak poruszać się po Bangkoku?
Mój numer jeden to zdecydowanie tramwaj wodny (łodzie z pomarańczowymi flagami). Za ok. 20 batów (ok. 2 zł) płynie się bez względu na liczbę przystanków. Taxi i tuk-tuki są na każdym kroku. Metro i kolej naziemna są świetne, ale z punktu widzenia turysty mniej przydatne, bo nie dojeżdżają bezpośrednio do największych zabytków w historycznym centrum.
Podróże poza stolicę
Do Ajutthaji wybraliśmy się samodzielnie pociągiem. Pozostałe wycieczki kupowaliśmy w biurach podróży. Ich system logistyczny jest dobrze zorganizowany: przyklejają turystom do ubrań kolorowe kółeczka i dzięki temu dokładnie wiedzą, kogo i gdzie skierować.
Owady
Zabrałam zapas repelentów z DEET, których… ani razu nie użyłam. W Bangkoku i Kambodży nie widziałam ani jednego komara. W Kanchanaburi mignęły mi dwie muchy, a jedynie na Ko Chang pojawiło się kilka sztuk komarów. A spodziewałam się, że w tym wilgotnym klimacie będzie ich wiele.
Gdzie dalej?
Może odwiedzisz historyczne Chiang Saen położone na północy Tajlandii. Zaplanuj wizytę w nowoczesnym Kuala Lumpur, stolicy Malezji, oraz w tętniącym życiem Hongkongu. Jeśli jednak zatęsknisz za europejskim klimatem, wybierz greckie Cyklady, gdzie słońce i biała architektura tworzą niezapomniany krajobraz.








