Łotwę odwiedziłam na początku czerwca i już zawsze będzie mi się kojarzyć z zapachem bzów, które w tym czasie kwitły dosłownie wszędzie. Fioletowe i białe krzewy towarzyszyły mi na każdym kroku.
Moja trasa wiodła przez różnorodne zakątki. Zachwyciłam się secesyjną i pełną elegancji Rygą, a chwilę później byłam nad Bałtykiem w Jurmale i na dzikim Przylądku Kolka. Miałam okazję spacerować kładkami nad torfowiskami w Parku Narodowym Kemeri oraz podziwiać barokowy, wręcz bajkowy Pałac Rundale. Odwiedziłam też pełne historii, spokojniejsze miasteczka, takie jak Kuldiga czy Kieś.
Spis treści:
- Łotwa w pigułce – co warto wiedzieć na początek?
- Ruszajmy na trasę po Łotwie
- Ryga – klimatyczna stolica pełna secesji
- Jurmała – Bałtyk i drewniana architektura
- Lipawa – urok nadmorskiego kurortu
- Windawa – odkrywanie rybackich tradycji
- Kuldiga – urokliwe miasteczko z najszerszym wodospadem
- Przylądek Kolka
- Park Narodowy Kemeri – spacer po torfowiskach
- Kieś – średniowieczny klimat zamku
- Turaida – czerwony zamek nad zieloną dolina
- Sigulda – zamki i leśne ścieżki
- Pałac Rundale – barokowy "Wersal Północy"
- Bauska – zamek na skrzyżowaniu rzek
- Uzvara – odpoczynek na prowincji
- Informacje praktyczne
- Gdzie udać się dalej?

Łotwa w pigułce – co warto wiedzieć na początek?
Łotwa to kameralny, nizinny kraj położony nad Morzem Bałtyckim. Ze względu na niewielkie zaludnienie, poza kilkoma większymi miastami, panuje tu niesamowity spokój i mały ruch na drogach, a rozległe lasy i puste plaże pozwalają na prawdziwy, wewnętrzny reset. To idealne miejsce dla każdego, kto w podróży szuka ciszy, przestrzeni i bliskości natury.
Ruszajmy na trasę po Łotwie
W tym mini-przewodniku zebrałam wszystkie miejsca, które osobiście odwiedziłam podczas tej podróży. Mam nadzieję, że moje wspomnienia pomogą Wam zaplanować własną, piękną wyprawę – bez pośpiechu i we własnym tempie. Pogodę miałam różną, co widać na zdjęciach.
Ryga – klimatyczna stolica pełna secesji
O Rydze powstał już na blogu osobny wpis, w którym dokładniej opisuję to miasto. Zajrzyj aby dowiedzieć się więcej: Ryga na spokojnie: Co warto zobaczyć w stolicy Łotwy?
Ryga, stolica Łotwy, przyciąga atmosferą wąskich uliczek oraz wspaniałą secesyjną architekturą, która miesza się tu z dzielnicami pełnymi zieleni i drewnianej zabudowy. Swoją wędrówkę zaczęłam od spaceru po zabytkowym centrum, w obrębie którego spore wrażenie zrobił na mnie pięknie zdobiony Dom Bractwa Czarnogłowych oraz Plac Katedralny z majestatyczną Katedrą. Dla panoramy miasta dostałam się na wieżę kościoła św. Piotra a spacerując dalej, dotarłam do Zamku w Rydze, którego historia jest mocno związana z Polską.
Prawdziwą ucztą dla oczu była Dzielnica Secesyjna, zachwycająca fasadami pełnymi rzeźb i detali. Chwilę relaksu dał mi zielony Park Bastejkalns, przez który leniwie płynie Kanał Ryski. Na koniec, chcąc poznać inne oblicze Rygi, udałam się do dzielnicy Āgenskalns, gdzie czas jakby się zatrzymał wśród starych, drewnianych domów.


Jurmała – Bałtyk i drewniana architektura
Jurmała to piaszczyste plaże i szum sosen. Choć to najsłynniejszy łotewski kurort, na początku czerwca było tu spokojnie. W miejscowości jest wszystko co powinno być w kurorcie czyli deptak z restauracjami i kawiarniami oraz zadbany park. Moją uwagę przykuła tu również bajecznie kolorowa cerkiew zamykająca deptak.
Jednak najciekawsza jest unikalna, drewniana architektura uzdrowiskowa z XIX i początku XX wieku. Przechadzając się uliczkami, mijałam zabytkowe wille – niektóre pięknie odrestaurowane, inne nadgryzione zębem czasu. Jurmała stała się modnym kurortem Imperium Rosyjskiego, do którego na podreperowanie zdrowia zjeżdżała petersburska arystokracja. W czasach radzieckich z kolei budowano tu duże kompleksy wypoczynkowe dla elit partyjnych i robotników – ich nijaka architektura do dziś przeplata się z dawnymi, drewnianymi domami.
Dziś Jurmała nadal przyciąga szerokimi plażami. To dobre miejsce na regenerację sił, z dala od wielkomiejskiego zgiełku.
Jak dojechać do Jurmały? Najlepiej pociągiem z Rygi, jest sporo połączeń. Warto wiedzieć, że Jurmała nie jest jednym, zwartym miasteczkiem, lecz długim pasem osad ciągnących się kilometrami wzdłuż wybrzeża. A jej centrum znajduje się między stacjami kolejowymi Dzintari a Majori. Najlepiej wysiąść na jednej z nich.






Lipawa – urok nadmorskiego kurortu
W Lipawie zatrzymałam się tylko na chwilę, więc czasu wystarczyło na niedługi spacer. To przyjemny, spokojny kurort, w którym od razu czuje się ten specyficzny nadmorski klimat. Mój pobyt rozpoczęłam od skierowania się w stronę plaży, którą od miasta oddziela zadbany Park Nadmorski (Jūrmalas parks). Sieć płaskich, zacienionych alejek spacerowych jest idealnym miejscem na odpoczynek. Kierując się nimi, zeszłam na szeroką plażę o drobnym, jasnym piasku, gdzie ustawiono biały napis „Liepāja” – dobre miejsce na pamiątkowe zdjęcie.
Z plaży skierowałam się w stronę Kanału, gdzie zacumowane są statki i kutry rybackie. Wzdłuż wody ciągnie się promenada. To kolejne dobre miejsce na spacer.


Samo centrum może nie jest specjalnie atrakcyjne, nie ma tu typowego starego miasta. Najciekawszym miejscem okazała się wyłączona z ruchu kołowego ulica Tirgoņu iela. Ten kameralny miejski deptak z kafejkami i restauracjami zaprasza mieszkańców i turystów do zatrzymania się na filiżankę kawy. Spacerując uliczkami można natknąć się na drewniane budynki, jednak większość to nowe domy.
Jako ciekawostkę wspomnę, że po mieście kursuje jedna z najstarszych w krajach bałtyckich linia tramwajowa, która łączy dworzec kolejowy z centrum miasta oraz okolicami nadmorskiego parku.



Windawa – odkrywanie rybackich tradycji
Moja wizyta w Windawie rozpoczęła się nad szerokim kanałem rzeki Wenty (Windawy), gdzie cumują statki. Po jednej stronie wody ciągnie się tu przyjemna promenada, podczas gdy z drugiej działa stocznia. Tuż przy promenadzie wznosi się zamek krzyżaków, w którym obecnie mieści się muzeum.

Kiedy oddaliłam się nieco od brzegu rzeki, trafiłam do najstarszej dzielnicy miasta z niskimi domami, często drewnianymi oraz brukowanymi ulicami. Podczas spaceru towarzyszyło mi osobliwe uczucie, jakbym wędrowała po zupełnie opuszczonym miejscu. Minęłam zaledwie parę turystów, trzech mieszkańców i jednego szczekającego zza płotu psa. Jednak większość domów była zamieszkana, co zdradzały zadbane i ukwiecone ogródki. Nie pamiętam, kiedy ostatnio chodziłam po tak pustym, a jednocześnie zamieszkałym miejscu.



Nieco większy ruch – jeśli w ogóle można to nazwać ruchem – zaczął się dopiero wtedy, gdy zbliżyłam się do nadmorskiej plaży. Od otwartego morza miasto oddzielają wydmy oraz park, w którym zgromadzono największą w krajach bałtyckich kolekcję kotwic. Liczy ona podobno ponad 140 eksponatów, z których najstarsze pochodzą z XVII wieku.



Będąc w tej okolicy, wstąpiłam do Nadmorskiego Muzeum na Wolnym Powietrzu. Ten przyjemny skansen przybliża dawne, codzienne życie mieszkańców wybrzeża Kurlandii – rolników i rybaków. Zwiedzanie rozpoczyna się w nowoczesnym budynku, gdzie częściowo multimedialna wystawa wprowadza w realia życia tego regionu z przełom XIX i XX wieku. Dopiero na tyłach budynku znajduje się właściwi skansen.
Zgromadzono tu tradycyjne wiejskie chaty, wędzarnie ryb, zabytkowe dwory, budynki gospodarcze oraz wiele przedmiotów codziennego użytku. Dużą atrakcją jest też kolekcja morskich łodzi rybackich oraz dawnego sprzętu do połowu. Bezpośrednio z terenu skansenu można wybrać się w podróż kolejką wąskotorową (tzw. Mazbānītis).
Godziny otwarcia skansenu: w sezonie codziennie 10.00 – 18.00.
Bilety: normalny 6 euro, ulgowy 3 euro.
Informacje sprawdź na www.visitventspils.com



Kuldiga – urokliwe miasteczko z najszerszym wodospadem
Kuldiga to niezwykle malownicze miejsce, które zachwyca doskonale zachowaną zabudową z XVII – XIX wieku. Spacerując tutejszymi, wąskimi uliczkami, co krok mijałam wiekowe budynki, z których wiele wzniesiono z drewna. Zgłębiając historię, dowiedziałam się, że miasteczko było niegdyś pierwszą stolicą historycznego Księstwa Kurlandii i Semigalii.
Do dzisiaj przetrwał tu nienaruszony i unikalny w skali całego regionu bałtyckiego układ urbanistyczny z tamtych czasów. Kuldiga nie jest skansenem, lecz tętniącym życiem miastem, no może miasteczkiem. Tradycyjna, lokalna, drewniana architektura miesza się tu z murowanymi domami oraz budynkami z pruskiego muru. To unikatowe miejsce na mapie Łotwy doceniono poprzez wpisanie historycznego centrum na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.



Przez miasteczko przepływa rzeka Venta (Windawa). To właśnie na niej znajduje się Ventas Rumba – jeden z najszerszych wodospadów w całej Europie. Mierzy on 250 metrów szerokości, przy wysokości około 2 metrów. Wodospad najlepiej podziwiać z zabytkowego, ceglanego mostu z 1874 roku, który sam w sobie stanowi piękną ozdobę tutejszego krajobrazu. Drugim świetnym miejscem do obserwacji jest punkt widokowy zlokalizowany na wysokiej skarpie rzeki.
W bliskim sąsiedztwie wodospadu znajduje się też stary młyn wodny. Choć jest on nieco zaniedbany, to szumiąca tuż obok niego kaskada wodna tworzy kolejny, fotogeniczny zakątek, przy którym można zatrzymać się na dłuższą chwilę.



Przylądek Kolka
Przylądek Kolka to najdalej wysunięte na północ miejsce na Łotwie, gdzie mieszają się wody Morza Bałtyckiego oraz Zatoki Ryskiej. Przez dziesięciolecia był to niedostępny, odizolowany teren wojskowy pod panowaniem radzieckim, co paradoksalnie pozwoliło tutejszej przyrodzie przetrwać w niemal nienaruszonym stanie.
Kiedy tam dotarłam, niebo było pochmurne a wokół panowała bezwietrzna cisza. Szary horyzont niemal całkowicie zlewał się w jedno z równie szarym, niemal nieruchomym morzem. Ta wszechobecna pustka i bezruch były wręcz surrealistyczne – podczas spaceru wzdłuż brzegu minęłam zaledwie jedną osobę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio doświadczyłam takiej ciszy i spokoju.
Dopiero gdy wracałam w stronę leśnego parkingu, na miejscu pojawiło się kilka samochodów z turystami. Będąc w okolicy warto na chwilę zatrzymać się w pobliskiej wiosce Kolka, aby zobaczyć (z zewnątrz) kamienno-ceglany kościół prawosławny.



Park Narodowy Kemeri – spacer po torfowiskach
Dla bliskiego kontaktu z chronioną, dziką przyrodą, pojechałam do Parku Narodowego Kemeri. To właśnie tam wybrałam się na spacer ścieżką prowadzącą przez malownicze trzęsawiska i bagna. Na miejscu do wyboru są dwie trasy w formie pętli: krótsza o długości 1,5 kilometra oraz dłuższa, licząca 3,5 kilometra. Obie ścieżki są jednokierunkowe. Polecam tę dłuższą pętlę, więcej można zobaczyć, a po drodze wznosi się platforma widokowa.
Sam spacer odbywa się po drewnianych kładkach, z wyłączeniem dojścia z parkingu, które prowadzi przez las. Podczas mojej czerwcowej wizyty trafiłam na czas kwitnienia wełnianek. Te puszyste, białe kępki wyglądały niczym rozsypane bawełniane kuleczki i były w tym czasie naturalną ozdobą bagna. Osoby bardziej znające się na florze, pewnie wypatrzą drapieżną rosiczkę oraz inne chronione rośliny. Tutejsze torfowiska usiane są dziesiątkami malowniczych, ciemnych jeziorek.
Informacje praktyczne:
Dojazd: z głównej drogi za znakami około 2 km drogą szutrową – sprawdź gdzie znajduje się parking skąd startuje trasa piesza.
Wstęp bezpłatny. Płaci się za parking 4 euro za dzień.




Kieś – średniowieczny klimat zamku
Najważniejszym zabytkiem miasteczka Kieś (Cēsis) są imponujące ruiny zamku, który w przeszłości pełnił funkcję najważniejszej spośród inflanckich siedzib Zakonu Kawalerów Mieczowych, a później Zakonu Krzyżackiego.
Początki tej potężnej warowni sięgają 1209 roku, kiedy to rycerze zakonni wznieśli tu swój pierwszy obóz, rozbudowany później w niemal niezdobytą twierdzę. Przez stulecia zamek był świadkiem burzliwych bitew i wielokrotnych oblężeń, aż wreszcie pod koniec XVI wieku zaczął tracić na znaczeniu i ostatecznie popadł w ruinę. Dziś te wiekowe mury, otoczone zielenią, są dobrym miejscem na podróż w czasie.
Co ciekawe, zwiedzanie ma tutaj wyjątkową oprawę. Razem z biletem wstępu do zamku otrzymałam prawdziwą, zapaloną latarenkę na świecę. To nie tylko gadżet, ale przede wszystkim praktyczna pomoc. Światło latarni przydaje się w ciemnych wnętrzach oraz podczas wchodzenia po stromych, słabo oświetlonych schodach zamkowej wieży.


Po opuszczeniu zamkowych murów udałam się na spacer po zabytkowym centrum. Kieś posiada niewielką starówkę z murowanymi kamienicami i drewnianymi domami. Z przyjemnością usiadłam na rynku z filiżanką kawy. A ponieważ było ciepło, miejscowe dzieciaki urządziły sobie zabawę w fontannie. Tuż obok zamku i historycznego centrum znajduje się bardzo ładny park.




Turaida – czerwony zamek nad zieloną dolina
Kolejnym przystankiem na mojej trasie była Turaida, słynąca z jednego z najważniejszych i dobrze zachowanych średniowiecznych zamków na Łotwie. Ta imponująca warownia z czerwonej cegły, wzniesiona w 1214 roku przez Zakon Kawalerów Mieczowych znajduje się na terenie Parku Narodowego Gauja.
W drodze do zamku minęłam zabytkowy drewniany kościółek z XVIII wieku. To jedna z najstarszych tego typu świątyń w kraju. Cały kompleks otacza rozległy park pełen zieleni i wysokich drzew. Największą atrakcją obiektu jest wejście na zamkową wieżę. Choć pokonanie schodów wymagało wzięcia kilku głębokich oddechów, widok z góry całkowicie to zrekompensował. Panorama na rzekę Gauja i jej zielone otoczenie warta była wysiłku.
Informacje praktyczne:
Na zwiedzanie warto przeznaczyć minimum dwie i pół godziny.
Parking: duży, niedaleko wejścia, płatny 2 euro (opłata jednorazowa) w kasie muzeum lub przez aplikację.
Godziny otwarcia: w sezonie codziennie 9.00 – 20.00.
Bilety: normalny 9 euro, ulgowy 7 euro.
Informacje sprawdź na www.turaida-muzejs.lv



Sigulda – zamki i leśne ścieżki
Sigulda, zwana jest często „Szwajcarią Łotwy”, a to ze względu na ukształtowanie terenu. Dla Łotyszy, gdzie wszędzie jest płasko, jest to odpowiednik górskiego krajobrazu. Co prawda wzniesienia mają co najwyżej około 100 metrów ponad poziom morza, to podejścia pod nie są dosyć strome, o czym przekonałam się osobiście wybierając się na spacer po Parku Narodowym Gauja.

Ale zacznijmy od zamków – są dwa i stoją obok siebie: Zamek Nowy oraz ruiny średniowiecznej warowni. Zdecydowałam się zajrzeć do ruin zamku zakonnego z XIII wieku. Największą atrakcją jest możliwość wejścia na zrekonstruowane baszty. Z góry oraz z drewnianych pomostów biegnących wzdłuż dawnych murów roztacza się widok na rzekę Gauja (jednak ten z zamku w Turaidzie jest bardziej widowiskowy). Dodatkowo na wewnętrznym dziedzińcu wybudowano plenerową estradę, na której latem odbywają się koncerty. Choć obiektywnie ruiny nie należą do najbardziej spektakularnych atrakcji, warto tu zajrzeć, koszt wstępu niewielki.
Godziny otwarcia ruin zamku: w sezonie codziennie 9.00 – 18.00.
Bilety: normalny 2,50 euro, ulgowy 2 euro.
Informacje sprawdź na www.tourism.sigulda.lv

Nowy Zamek obejrzałam tylko z zewnątrz, ale skusiłam się na coś przyjemniejszego – chwilę relaksu w jego otoczeniu. Kupiłam pyszne lody rzemieślnicze, wytwarzane wyłącznie z naturalnych składników, oraz aromatyczne kakao, które pani przygotowywała na moich oczach, mieszając składniki tradycyjnym, drewnianym mieszadełkiem. Degustacja odbyła się w parku z widokiem na Nowy Zamek.
Najbardziej podobało mi się to otoczenie – pięknie utrzymany park i towarzyszące mu zabytkowe zabudowania. W dawnych oficynach znajdowały się sklepiki z lokalnym rękodziełem. Można w nich kupić wyroby z lnu, skóry, drewna.



Trasa spacerowa w Siguldzie
Wybrałam się na kilkukilometrową wędrówkę tutejszymi leśnymi ścieżkami. Moim celem był taras widokowy na wzgórzu Paradise Hill (Gleznotājkalns). Dobrze stamtąd widać pagórkowaty teren oraz, w oddali, zamek w Turaidzie, który odwiedziłam wcześniej. Część trasy wymagała już nieco lepszej kondycji. Pokonałam sporo drewnianych schodów, schodząc w dół do formacji skalnej Kraukļu aiza (Wąwozu Kruka). W dole płynął niewielki potok. Może to być interesujące miejsce, biorąc pod uwagę płaski teren Łotwy.



Pałac Rundale – barokowy “Wersal Północy”
Pałac Rundale to miejsce, którego nie spodziewałam się na tym terenie. Ten wybudowany z rozmachem osiemnastowieczny kompleks bywa nazywany „Wersalem Północy”. Został wzniesiony jako letnia rezydencja Ernsta Johanna von Birona, potężnego księcia Kurlandii i Semigalii.
Gdy przekroczyłam próg pałacu, zachwyciła mnie elegancja i przepych wnętrz – sale zdobią misterne stiuki, złocenia i piękne malowidła ścienne oraz oryginalne meble z epoki. Dziś mieści się tu muzeum, które pozwala przenieść się w czasie i poznać historię kurlandzkich arystokratów.
Jednak historia nie obeszła się z tym miejscem łaskawie. Po rewolucji 1917 roku pałac został znacjonalizowany, a w latach 20. XX wieku jego sale zaadaptowano na szkołę podstawową i mieszkania. Potem była II wojna światowa i wspaniałe, barokowe wnętrza przekształcono w… magazyn zboża. Zabytkowe parkiety i ściany niszczały pod tonami ziarna.
Dopiero w latach 70. XX wieku ruszyła ogromna, trwająca dekady rekonstrukcja, która przywróciła pałacowi dawną świetność. Jednocześnie rozpoczęto prace przy odtworzeniu rozległego ogrodu francuskiego. Spacerując po nim, wśród idealnie przystrzyżonych żywopłotów, trudno uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu to miejsce było niemal całkowicie zdewastowane.
Informacje praktyczne:
Pałac Rundale i jego ogrody są ogromne, dlatego na spokojne zwiedzanie warto zaplanować minimum 3-4 godziny. W piwnicy pałacu znajduje się przyjemna kawiarnia, gdzie można wypić kawę ale również co zjeść. Niewielka kawiarenka znajduje się również na terenie ogrodu.
Godziny otwarcia: w sezonie codziennie 10.00 – 18.00.
Bilet: pałac + ogród 17 euro (nie ma ulg dla seniorów). Można kupić bilet tylko do pałacu lub do parku.
Informacje sprawdź na www.rundale.net





Bauska – zamek na skrzyżowaniu rzek
Bauska (Bawska) przywitała mnie ciekawym widokiem. Tutejszy zamek leży w wyjątkowo malowniczym miejscu – na klifie, w widłach dwóch rzek: Mūsy i Niemenka (Mēmele), które kawałek dalej łączą się, dając początek rzece Lelupa. Warownię wzniesiono w XV wieku przez Zakon Kawalerów Mieczowych. Ze względu na swoje strategiczne położenie była jedną z ważniejszych w systemie obronnym tego terenu.
Dziś zamek jest częściowo odbudowany. Wewnątrz obejrzałam wystawę historyczną, kilka odrestaurowanych komnatach, gdzie mogłam podziwiać dawne wnętrza, misterną biżuterię oraz stroje z epoki kurlandzkiej. Klimat tego miejsca tworzą też pracujące tu panie, które noszą stroje z epoki.
Zaskakującym polskim akcentem na wystawie militarnej okazał się… fragment filmu „Potop” Jerzego Hoffmana. Sceny z naszej produkcji służą tu za ilustrację dawnej sztuki wojennej. Na koniec wizyty wdrapałam się na zamkową wieżę, która służy za punkt widokowy. Panorama na okolicę jak zwykle, piękna.
Godziny otwarcia: w sezonie codziennie 9.00 – 19.00.
Bilety: normalny 9 euro, ulgowy 4,50 euro.
Informacje sprawdź na www.bauskaspils.lv





Spacer po miasteczku
Po zwiedzeniu zamku wybrałam się do centrum miasteczka. Zamek i rynek dzieli około kilometra drogi, którą najlepiej pokonać pieszo, idąc ścieżką wzdłuż rzeki. Miasteczko ma częściowo zabytkową, niską zabudowę. To, co wyróżnia tutejszy rynek, to ratusz stojący na środku placu. Kawałek dalej zwróciłam uwagę na murowany kościół św. Ducha z XVI wieku. To najstarsza zachowana budowla sakralna w mieście.



Uzvara – odpoczynek na prowincji
Zastanawiałam się, czy w ogóle umieszczać to miejsce w tym zestawieniu. Miejscowość Uzvara leży tuż przy granicy z Litwą, a moim planem było po prostu zatrzymanie się tam na nocleg. To miejsce okazało się jednak na tyle zaskakujące i nietypowe, że postanowiłam o nim wspomnieć.
Na zupełnym odludziu, ale w granicach administracyjnych Uzvary, pośród malowniczych, łotewskich pól, znajduje się kompleks Miķelis. Sam budynek hotelowy intryguje nowoczesną, a jednocześnie świetnie wpisującą się w wiejski krajobraz architekturą. Na miejscu warto skorzystać z hotelowej restauracji, która mieści się w osobnym budynku, gdyż w najbliższej okolicy nie ma innych punktów gastronomicznych ani sklepów.
To, co spodobało mi się najbardziej, to otoczenie. Tuż obok hotelu, nad brzegiem rzeki, urządzono mini-skansen z kilkoma obiektami. Można tu bezpłatnie pospacerować i podejrzeć, jak wyglądało dawne życie na łotewskiej wsi.
Dla pasjonatów techniki przygotowano tu jeszcze jedną atrakcję – na terenie kompleksu działa prywatne Muzeum Motoryzacji (wstęp płatny). Sama go nie zwiedzałam, ale właściciel podobno zgromadził tam całkiem sporą kolekcję samochodów, ciągników i motocykli.


Informacje praktyczne
Waluta i płatności. Na Łotwie obowiązuje euro i niemal wszędzie bez problemu zapłacimy kartą.
Język. Językiem urzędowym jest łotewski. Z młodszym pokoleniem można porozumieć się po angielsku, ze starszym często po rosyjsku. Czasem można spotkać osoby mówiące po polsku.
Czas. Łotwa znajduje się w innej strefie czasowej niż Polska. Po przekroczeniu granicy należy przestawić zegarki o jedną godzinę do przodu.
Zniżki. W wielu muzeach są zniżki dla seniorów od 65 roku życia. Warto mieć przy sobie dowód osobisty lub paszport, aby w razie potrzeby potwierdzić swój wiek.
Komunikacja miejska. Z komunikacji korzystałam tylko w Rydze. Koszt biletu 1,50 euro / 90 minut. Biletów nie kupimy u kierowcy. Najwygodniej kupić je wcześniej w kioskach (np. Narvesen) lub za pomocą aplikacji mobilnej (np. Mobilly).
Telefon i Internet: Łotwa należy do Unii Europejskiej, więc korzystamy z tzw. roamingu unijnego (RLAH). Rozmowy, SMS-y działają na takich samych zasadach i cenach jak w Polsce.
Drogi. Główne drogi na Łotwie są w dobrym stanie, a ruch, poza Rygą jest niewielki. Należy jednak uważać na liczne fotoradary oraz zaskakująco dużo dróg o nawierzchni szutrowej.
Gdzie udać się dalej?
Jeśli po podróży po Łotwie masz ochotę na kolejne wyjątkowe miejsca, polecam kilka sprawdzonych kierunków. Tuż za miedzą czeka pełna historii Litwa, idealna na dalsze odkrywanie uroków krajów bałtyckich.
Jeśli będziesz wracać do kraju lądem, zatrzymaj się w Suwalskim Parku Krajobrazowym, z malowniczymi polodowcowymi pagórkami albo w sielskim Drohiczynie. A może cieplejszy klimat? W takim razie sprawdź mój mini-przewodnik po wybrzeżu Czarnogóry, gdzie błękit Adriatyku spotyka się z górami.
Inne miejsca, które odwiedziłam, znajdziesz na mojej mapie podróży.















